Recenzja „Miasto utrapienia”


Przeze mnie prowadzi droga w „Miasto utrapienia” Jerzego Pilcha. Książka wydana w roku 2004 i rok później mianowana do Nagrody Nike.

Urodziłem się w roku 1952 (…) Jestem rówieśnikiem ojca Patryka Wojewody, pochodzę z Granatowych Gór, znam sporo postaci, które zostały w „Dzienniku wypraw” opisane albo tylko wymienione (…)

To właśnie zbiór opowiadań Pilcha, który w ramach rewanżu wymierza Patrykowi sankcję karną, a polega moja sankcja na zabraniu mu autorstwa „Dziennika wypraw”. Główny narrator, Patryk, streszcza swoje wyprawy albo rozmawia opowiadaczami, którym za chwile poda pałeczkę niezależnego podrozdziału. Na „Miasto utrapienia” – jak wspomniałam – składają się liczne „przygody” z życia wzięte. Nie ma fabuły, głównego wątku, motywu. Tylko  krótkie historie, które w żaden jednolity sposób nie łączą się ze sobą – jedynie bohaterami. Jednakże są one napisane świetnym stylem – z ironią, dystansem, humorem. Język zaskakuje połączeniem wyrażeń potocznych z wyszukanymi, neologizmów z utartymi powiedzeniami. Sama kompozycja – dosyć rozdrobniona sprzyja pochłanianiu opowieści. Niektóre z nich są naturalistyczne, niektóre śmieszne, inne absurdalne. „Posiatkowanie” wzmacnia efekt współczesnego błędu, który popełnia między innymi bohaterka opowiadań Konstancja. Nie przerywa destrukcyjnych związków z impotentami, co więcej gdy kończy jeden… od razu wstępuje w następny. A czy w współczesnym świecie – my nie popełniamy niezliczonej ilości błędów?

Źle mi się czyta historie, które pozorują bycie książką. Wychodząc z założenia iż jest to całość zwyczajnie nie wchłaniam wielu autonomicznych podrozdziałów. Myślę, że sam dobrze to Pilch ujął:

Szczerze mówię: nudne rzeczy, z bliska wszystko jest nudne.

Dla samej ciekawości co znajduje się w mieście utrapienia – nie polecam. Nie będzie tam nic więcej jak religijne problemy i erotyczne dylematy, dokąd pijactwo może zaprowadzić wyobraźnie oraz jak nadzwyczajny słuch może skierować interes policji na nas. Natomiast jeśli szukamy stylu, kompozycji i języka. Bogato i bardzo trafnie skomponowanej to warto sięgnąć po „Miasto utrapienia”. Banalne i nieciekawe historie po mistrzowsku przedstawione.

Advertisements

One thought on “Recenzja „Miasto utrapienia”

  1. Pingback: Podsumowanie #2 « N a v r a n t

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s