Recenzja „Julie i Julia”


„Julie i Julia” film o celach, ale także miastach, kobietach i… kuchni.

Plakat filmu Julie & Julia

Julia Child przeprowadza się do Paryża. Poszukuje dla siebie zajęcia. W końcu trafia do szkoły gastronomicznej. Zdaje egzamin, próbuje uczyć i… spędza 8 lat na pisaniu książki o francuskiej kuchni dla Amerykanek, które nie mają kucharek. Pani Child wraz z mężem, pracującym dla ambasady, musi przeprowadzać się w różne miejsca. Gotuje, bo stara się zapewnić pustkę związaną z brakiem dziecka.

Julie Powell przeprowadza się do Nowego Yorku. Pracuje w agencji rządowej. Mieszka nad pizzerią z mężem (dla którego de facto zmieniła miejsce zamieszkania) i kotem. Julia Child też nie zawsze była Julią Child. Gdybym miała naprawdę nauczyć się gotować, mogłabym przerobić całą książkę Julii Child. I opisać to na blogu. Tak zaczyna się historia, która powstała zafascynowany postacią Julii Child i niezrealizowanymi marzeniami pisarskimi panny Powell. Gotuje, bo chce coś udowodnić.

Realia poszczególnych miejsc są dobrze oddane. Chociaż kontrast Ameryką, a Europą nie jest zadowalający. Jeden element zasługuje na wyróżnienie – przestrzeń powojennego Paryża. Cudowny, wspaniały, zaczarowany Paryż. Przeżytki dawnej epoki – pisanie na maszynie, telegram. Współcześnie – blogi, komputery, telefony. Nawet i uwzględnienie dawnych problemów i współczesnych. Wszystko współgra. Gra aktorska nie pozostawia nic do życzenia. Maryl Streep (Julia Child) świetnie oddała i wyróżniła swoją bohaterkę jako gospodyni domowej. Ma charakter, jest wyrazista. Amy Adams (Julie Powell), jak najbardziej zasłużona kandydatka do Oscara, wcieliła się w rolę bohaterki starającej się nadać sens monotonni życia. Jeszcze historia jest przedstawiona w dwóch różnych liniach czasowych (XX i XXI wiek). Podobała mi się także muzyka, która w klasycznych dźwiękach delikatnie dopełniała obrazy.

Dwie kobiety, dwa różne światy, dwa różne czasy. Nory Ephron, w roli reżysera, idealnie połączyła dwie zupełnie różne rzeczywistości tworząc film nie tyle co o powierzchownym, codziennych sprawach – a robieniu tego co się kocha, konsekwencji w dążeniu do celu. Polecam „Julie i Julia”, film zdecydowanie pozytywny w sam raz na (jeszcze) nie nadchodzącą wiosnę.

Advertisements

One thought on “Recenzja „Julie i Julia”

  1. Pingback: Podsumowanie #2 « N a v r a n t

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s