Sobotni dramat 40 milionów Polaków


W piątek w końcu zasnęłam około godziny 1. Pamiętam jak powtarzałam w głowie, że muszę wstać około 9. Sobota zapowiadała się zapracowana. Telefon rozładował się w ciągu nocy więc budzik nie działał. Rano włączyłam laptopa, żeby przekonać się jak mało mi czasu zostało na wszystko co sobie zaplanowałam. Zrobiłam tosty, herbatę. Otrzymałam wiadomość na gadu odnośnie czy oglądam TVN24.  W tych ułamkach sekund między przejściem od laptopa do telewizora myślałam: hmm ciekawe co się stało, może Putin przeprosił albo otworzył archiwa?

Nie, stała się tragedia.

To jest niewyobrażalne. Można zamykać oczy i próbować zasnąć. Myśląc o jutrzejszym dniu. Wstając rano i mając plany. A potem w jednej chwili wszelkie myślenie, plany… Nie są ważne. Wszystko przestaje być ważne.

W Katyniu, w 1940 roku, wymordowano elitę II Rzeczypospolitej. Niedaleko Katynia w 2010 w wyniku roztrzaskania się samolotu zmarło 96 Polaków, elita III Rzeczypospolitej. Nie żyją nasze korzenie. Korzenie Polski. Polski, która się tworzyła, dążyła do wyrównania z innymi krajami europejskimi. W jednym momencie drzewo Polski runęło. Wyrwano mu korzenie. Wszelkie spory, haki, kłótnie poszły w nie pamięć. Dzieje się historia. Straszliwa historia. Katyń się jeszcze nie skończył. Kolejny raz ta ziemia zabiera nam rodaków – czy to przekleństwo? Gdyby nie było Katynia to teraz… Stalinowska ręka zza grobu.

Nierealny sen. Liczę, że zaraz się obudzę i nawet uśmiechnę, szepnę: łał, to tylko sen sen. Nie. Wszystko się dzieje. Dzień mija. Dni mijają. Ludzie się jednoczą. Słucham relacji z TVN24, ale to wszystko… Jeszcze do mnie nie dotarło. Człowiek jest pewien, ale wierzyć mu się nie chce („Lalka” Bolesława Prusa).

Kiedy się stoi przed domem Lecha Kaczyńskiego. Kiedy patrzy się na czerwone znicze. Polaków podchodzących z kwiatami, drżącymi rękami niosącymi znicze. Tyle ludzi przychodzi oddać hołd. Sobota wydaje się trochę mniej prawdziwa. Odrobinkę mniej prawdziwa. Jest się wśród ludzi i mimowolnie czuje pewnego rodzaju pociechę. Pociechę w żalu, bólu, cierpieniu całego narodu. Znicze palą się jasnym czerwonym światłem. Jest zimno. Ludzie szepczą. Jest mgliście. Jakby mgła, prawdopodobnie przyczyna tragedii, bardziej przypomnieć o sobie nie mogła. W niedzielę dwie minuty ciszy. Rozlega się dźwięk syren. Po dwóch minutach dźwięki syren samochodów policji, straży… i kruki kraczą. Kruki zakrakały.

Wszyscy się jednoczą. Poszukują odnaleźć się w chaotycznej rzeczywistości czy to przez pozostawienie znicza lub kwiatów przy domu Lecha Kaczyńskiego, pod pałacem prezydenckim, czy to przez wirtualny znicz, czy modlitwę, czy pracę (informowanie na bieżąco obywateli, za co podziwiam dziennikarzy). Wszystkie te drobne gesty idą w kierunku myśli. Myśli o osobach zmarłych. Jednoczymy się we wspólnym bólu bez względu na poglądy polityczne. Co więcej w tym bólu jest pocieszenie, jest pewnego rodzaju dzielenie się bólem.

Chociaż to nie był „mój” prezydent. Płakałam. Nie tylko przez śmierć głowy państwa, ale 96 osób. Dziewięćdziesięciu sześciu Polaków. Osób publicznych, które działały w imię Polski, które zmierzały do Katynia by uczcić pamięć innych ludzi niezastąpionych roku 1940. Ten dramat rodzin, którzy zmarli, których nigdy nie zobaczymy, których teraz trzeba pożegnać. A jeszcze wczoraj… Niewyobrażalne. Chociaż wyznaję, że jesteśmy kowalami swojego losu to teraz… Może gdyby były inne protokoły, inne zasady postępowania, inny samolot, pilot? Kowalstwo sprowadza się do szeregu decyzji, które mniej lub bardziej wpłynęły na kształt tragedii.

Tygodniowa żałoba narodowa. Nie wiem jak my, Polacy, będziemy funkcjonować. Wszystko idealnie wygląda na łamach Konstytucji, która opisuje krok po kroku postępowanie w danej sytuacji. Jednak co z uczuciami, emocjami? Gdzie można szukać komfortu, gdzie mogę szukać pocieszenia skoro wszystkich jednoczy jeden, taki sam ból. W rzeczywistości, którym najlepszym rozwiązaniem jest tylko milczenie. Nie ma słów. Słów… Zostaje tylko milczenie i wspomnienie osób, których trzeba teraz pożegnać. Pożegnać ludzi niezastąpionych, patriotów, Polaków…

Zawsze chciałam żyć i zachowywać się w innej epoce. Epoce przełomowej. A teraz gdy następuje tragiczny przełom ja… nie wiem jak żyć i się zachować. Nie wiem nawet co można powiedzieć, jakie wnioski wysnuć. Co zrobić z tym bólem, jak go wyzwolić?

Advertisements

One thought on “Sobotni dramat 40 milionów Polaków

  1. Pingback: Podsumowanie 3# « N a v r a n t

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s