„Cień wiatru” wszedł mi pod skórę i skradł duszę


Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, 2007.

„To jest historia o książkach. O książkach przeklętych, o człowieku, który je napisał, o postaci, która uciekła ze stron powieści, żeby ją następne spalić, o zdradzie i utraconej przyjaźni. To historia o miłości, nienawiści i marzeniach, żyjących w cieniu wiatru (…) I jak wszystkie prawdziwe historie zaczyna się i kończy na cmentarzu.” Pierwsze dni lata 1945 roku. Ulic są spowite gęstą mgłą i słońce ledwo liże horyzont. Młody Daniel podąża za ojcem do Cmentarza Zapomnianych Książek. Zgodnie z tradycją rodzinną musi wybrać jedną książkę, by ocalić ją od zapomnienia. Jego wybór pada na „Cień wiatru” Juliana Caraxa. Książka odnalazła drogę do jego serca i pozostawiła ślad, który w końcu doprowadza bohatera do przygód zaczerpniętych z thriller’u, powieści gotyckiej i romansu na tle hiszpańskiej wojny domowej.

„Niewiele jest rzeczy zostawiających tak nieodwracalnie ślad w czytelniku, jak pierwsza książka, której udaje się odnaleźć drogę do jego serca…”

Kiedy Daniel kończy osiemnaście lat rozpoczyna poszukiwania innych dzieł Caraxa. Jego drogi przecinają się w Paryżu jak i Barcelonie, która właściwie jest jednym z bohaterów powieści. Miasto w aureoli tajemniczości. Przedstawione po zmroku, przykryte ulewnym deszczem i gęstą mgłą. Natomiast za dnia, duszone przez szare jak popiół niebo i słoneczny żar, to cudowne obrazy zabytkowego miasta. Wąskie uliczki, kościoły, antykwariaty, place, które pojawiają się też na ilustrujących powieściach zdjęciach. Klimat i ulice Hiszpanii były mi bliskie, chociaż fizycznej podróży tam nie odbyłam. „To miasto ma czarodziejską moc, wie pan o tym, Danielu? Zanim się człowiek obejrzy, wejdzie mu pod skórę i skradnie duszę.”

Poszukiwania Caraxa przez Daniela Sempre są pełne czających się w mroku postaci oraz pamiętliwego śledczego, Fumero, który podąża jego tropem. Postacie bohaterów są oddane perfekcyjnie. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z książką, by nawet ci, co tylko przez chwile goszczą na jej ramach, byli tak wyraźnie nakreśleni (wspomniany Fumero w swoich nielicznych fragmentach przyprawiał mnie o gęsią skórkę). Każdy z nich jest zupełnie inny, niepowtarzalny, a co najważniejsze wydaje się być prawdziwy. Moim ulubieńcem jest Fermin Romero de Torres. Postać barwna, niezwykła, złożona, wyróżniająca się. Wiele razy mnie przyprawiał mnie o śmiech (nawet jeśli jechałam w zatłoczonej kolejce, nie mogłam powstrzymać uśmiechu;). Mimo że jest to postać drugoplanowa to nie wyobrażam sobie „Cienia wiatru” bez jego specyficznego stylu bycia połączonych z mądrościami życiowymi.

Warto także zwrócić uwagę na styl Carlosa Ruiza Zafóna w jaki ujął historię. Pisana z pewnym rozmachem, dbałością o słowa i wyrażenia. Niektóre akapity czy dialogi czytałam po kilka razy, byłam oczarowana grą słów, mądrościami i sprytnie wplecionymi aforyzmami (przede wszystkim Fermina).

„Przeznaczenie zazwyczaj czeka tuż za rogiem. Jakby była kieszonkowcem, dziwką lub sprzedawcą losów na loterię (…) Do drzwi naszego domu nigdy nie zapuka. Trzeba za nim ruszyć.”

Fabuła książki ma własną aurę, która idealnie komponuje się w panoramę mistycznej Barcelony. Szczególnie podoba mi się, że przypomina powieść szkatułkową. Razem stanowi interesującą całość, ale każda z historii osobno jest równie wciągająca. Przede wszystkim jest to nastrojowa i plastyczna powieść w której elementy intrygi, zbrodni, sekretu łączą się z historią, prawdziwym uczuciem i tęsknotą. Co najbardziej mnie przyciągnęło to tajemnica, niepewność, chęć przekonania się. Im głębiej się zanurzałam w „Cień wiatru” tak mocniej trzymała mnie w swoim uścisku. W pewnym momentach sama miałam ochotę wybrać się do biblioteki i zapytać o książki Caraxa. Nie mogłam się oderwać od tej historii, chociaż na początku mnie irytowała. Zastanawiałam się dlaczego ludzie uważają to za bestseller? Książka interesująca, ale bez iskry. W końcu właśnie ta irytacja, która ustąpiła około dwusetnej strony, doprowadziła do śmiechu czy łez, odnalezienia wspomnianej iskry, a przede wszystkim… zakończenia, które przypomina powieść dziewiętnastowieczną. Wszystkie wątki są doprowadzone do końca i wyjaśnione. Carlos Ruiz Zafón jest właśnie miłośnikiem powieści dziewiętnastowiecznej, a jego mistrzami są Dickens, Tołstoj i Dostojewski.

Autor połączył teraźniejszość z przeszłością. Pokazał jak książki potrafią oddziaływać na człowieka i kształtować życia. Wciąż jestem pod wielkim wrażeniem jak sensownie wszystko się skończyło. Bowiem w krótkich przerwach kiedy nie czytałam obsesyjnie myślałam o tym jak się mogą zakończyć poruszane wątki (jak na tak krótki czas to hipotez utworzyłam mnóstw). Carlos Ruiz Zafón stworzył powieść-worek, w której różne elementy splatają się i łączą ze sobą. Co więcej stworzył powieść wielowarstwowa, w której każdy czytelnik znajdzie coś dla siebie.

„… Owe pierwsze obrazy, echa słów, choć wydają się pozostawać gdzieś daleko za nami, towarzyszą nam przez całe życie i  wznoszą w pamięci pałac, do którego, wcześniej i później – i nie ważne, ile w tym czasie przeczytaliśmy książek, ile nowych światów, odkryliśmy, ile się nauczyliśmy i ile zdążyliśmy zapomnieć – wrócimy.”

Książkę polecam każdemu (a przede wszystkim obowiązkowa pozycja dla miłośników książek), nie tylko, żeby przeczytać ją dla siebie… ale dla samej książki i jej przesłania. Uwielbiam utwory, w których poruszany jest temat mocy książki. To w jaki sposób słowa mogą rozszerzać horyzonty, uświadamiać czy zabierać w podróż. W książce znalazłam wiele niebanalnych refleksji czy głębokich przemyśleń oraz interesujących dialogów.

„Książka jest lustrem i możemy w niej znaleźć tylko to, co nosimy w sobie, że w czytanie wkładamy umysł i duszę, te zaś należą do dóbr coraz rzadszych”

Na samym początku zdecydowałam się na przeczytanie książki nie tylko ze względu na pozytywne recenzje i status bestsellera. Bowiem powieść przetłumaczono na 20 języków oraz wydano ją w 30 krajach. Sięgnęłam po nią, ponieważ mnie prześladowała. Na każdym kroku, słyszałam opinie, ożywione dyskusje czy cytaty albo na każdym blogu, czytałam recenzje o niej lub innych powieści tego samego Autora. Chciałam się przekonać czy faktycznie Carlos Ruiz Zafón napisał tak porywający bestseller?

Według mnie nie jest on tylko porywający. „Cień wiatru” oderwał mnie na kilka dni od rzeczywistości. Zabrał w niesamowity i pełen mistycyzmu świat Barcelony otulony mgłą czy szarością nieba. Barcelony, po której spacerują wyraziste oraz interesujące postacie uwikłane w intrygujące historie. Barcelona jak i „Cień wiatru” weszły mi pod skórę i skradły mi duszę.

Reklamy

4 thoughts on “„Cień wiatru” wszedł mi pod skórę i skradł duszę

  1. Osobiście trzymam tą książkę na półce podobnie, jak „Dotyk anioła” i cierpliwie czekają na swoją kolej! Dzięki Twojej recenzji utwierdziłam sie w przekonaniu, iż naprawdę warto ją przeczytać.

    Dzięki za odwiedziny na moim blogu [recenzje-leny.blog.onet.pl] w chwili obecnej przeniosłam się na inny adres i może mnie znaleźć na http://www.recenzje-leny.blogspot.com. Tymczasem dodaje do linków i będę wpadac częściej.

  2. Pingback: Podsumowanie #7 « N a v r a n t

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s