2 maja: Budapeszt, Međugorje


Dalszy ciąg z relacji podróży po Bałkanach. Część pierwszą znajdziecie tutaj (1 maja).

2 maja

O 6 rano przejeżdżamy przez uśpione mgłą i w promieniach słońca małe miasta. Asfaltowe, wąskie drogi. Po bokach pojedyncze kikuty drzew. Domy ze zniszczonymi dachówkami. Miasto-widmo, nie ma żywej duszy. Nie widać końca drogi, jedziemy w białą przestrzeń. Świat jest w barwach pomarańczy. Mówi, że nie przez różowe, a pomarańczowe okulary powinniśmy patrzeć… Bez nadmiernej euforii i dramaturgii. Wszystkie szczęścia i nieszczęścia przykryte białawą masą, w ledwo słonecznej oprawie wydają się lżejsze. W końcu słońce coraz wyżej pnie się po niebie. W końcu wszystkie krzywdy i uśmiechy przedstawią się w pełnej krasie światła dziennego. Dlatego świat propaguje umiar – jeśli nie, to czy utoniemy czy za wysoko wejdziemy? Pola zielonej i żółtej uprawy. W tle lasy przykryte białawym puchem mgły. Troszkę tak jakbyśmy cofali się w czasie.

Jesteśmy w Budapeszcie. Wjeżdżamy na obrzeża, gdzie wiatr turla śmieci po ulicy. To już nie są kolorowe ptaki, teraz są wyraźniejsze śmieci.

Wpierw zwiedzamy plac bohaterów.

– Na środku stoi 36 metrowa kolumna archanioła Gabriela, który trzyma koronę i krzyż apostolski. Po bokach półkolista kolumnada składająca się z posągów 14 królów Węgier oraz płaskorzeźb upamiętniających ważne wydarzenia – tłumaczy pani przewodnik.

Olbrzymi plac, który na kilku metrach kwadratowych dzierży kawałek historii. Zahaczamy także o pobliski zamek zbudowany z różnych stylów architektonicznych (romańska brama, renesansowy balkon, barokowy pałac).

– Czy tu także znajdują się szczątki władców? – pytam pani przewodnik.

– Szczątki zostały zniszczone wskutek pożaru w kościele, nie ma ich tutaj – odpowiada.

– To gdzie są pochowani obecni prezydenci? – ciekawa drążę dalej. Rozmowa wraca na tor niedawnej polskiej „bitwy o Wawel”. Na Węgrzech nie ma specjalnego miejsca, pochowani są tam gdzie chcą bliscy. Dalej odwiedzamy Anonimusa. Zgodnie z legendą dotknięcie jego wyszczerbionego złotego pióra powodowało pojęcie całej wiedzy

– Jaka jest najmniejsza wyspa świata? – Pytają mnie znajomi.

– Hmm…

Następny punkt to góra Gellerta, gdzie znajduje się pomnik wolności wzniesiony w 1947 roku. Przedstawia on 14-metrową kobietę trzymającą liść palmowy. Budapeszt widzimy tylko przez chwilę. Z góry Gellerta rozciąga się jego panorama. Budapeszt witam zza mocno zielonych drzew. Budynki w różnych stylach, kolorach ścian i dachów, niskie nowoczesne budynki mieszają się ze zniszczonymi przez historię.

Jedziemy do Chorwacji zostało zamienione na jesteśmy w Chorwacji. Jednak tylko przez chwilę. Zmierzamy do Međugorje, miejscowości w Bośni i Hercegowinie. Mam pierwszą pieczątkę w paszporcie.

Pełno kamieni, wzniesień, lasy niskie wręcz przypominające wyrośnięte krzaki. Wszystko takie małe i skromne. Mijamy takie drzewa o kształtach kobiety-anioła z długimi włosami. Znowu kolorowe ptaki osiadły na brzegu rzeki. Na wzgórzach zza drzew górują pomarańczowe dachy, jedne obok drugich. Przypomina mi to panoramę chińskich miast. Jeden dom na drugim. Przedzieramy się wąskimi uliczkami przez Bośnię i Hercegowinę z włączonym karaoke, śpiewającym autokarem i zachodem słońca. A w tle góry, góry, góry z białą koroną.

W Bośni i Hercegowinie noce są jakby ciemniejsze. Góry są granatowe i jeszcze bardziej granatowe. Gdzieniegdzie punktowe światełka domów, a przy ulicy brakuje oświetlenia. Krystaliczna woda rzeki, spokojna, nieruchoma odbija granat świata. Domy opuszczone, willowe, w budowie, małe, duże, wysokie, niskie. Tylko polski autokar sunie tymi drogami. Jesteśmy sami, a wszystko wygląda tak smutno, jakby ktoś opuścił te miejsca w pośpiechu. Na horyzoncie jednak wyraźnie widać minarety. Czuję, że to jest coś i n n e g o. Wjeżdżamy w betonowy tunel wydrążony w górze. Przejeżdżamy przez takich mnóstwo. Znowu się zastanawiam w jaki sposób je wybudowali? Chyba musieli wysadzić górę od wewnątrz… Wyżyny i niziny, z góry na dół, raz wysoko bądź nisko. Tak jakbyśmy cały czas jechali w kółko. Wciąż ten sam obraz. Ciemność, światełko, tunel. Ciemność, światełko, tunel.

Wreszcie dojeżdżamy do hotelu w Bośni i Hercegowinie, właściwie domu, który pozoruje hotel. Po schodkach wchodzimy na pierwsze piętro. Po lewej stronie znajduje się nasz pokój. Wychodzę na balkon. Po prawej stronie piaszczyste pole z kilkoma autokarami. Po lewej stronie dom mieszkalny. A na wprost nas kilka budynków i droga asfaltowa. Znajduję się w muzułmańskiej okolicy, w której jest tak bardzo cicho. Przez myśl przebiegają mi wspomnienia o atakach terrorystycznych, tak jakby cisza przed burzą…

– Tak sobie wyobrażałam muzułmańskie dzielnice… – mówię do koleżanki.

Dalsza część relacji.

Advertisements

10 thoughts on “2 maja: Budapeszt, Međugorje

  1. Pingback: 1 maja: Polska, Czechy i Słowacja « N a v r a n t

  2. Pingback: 3 maj: Brdo Ukazanja, Mostar, Pocitjel, Kravica « N a v r a n t

  3. Pingback: 4 maja: Dubrownik, Neum « N a v r a n t

  4. Pingback: 5 maja: Korčule « N a v r a n t

  5. Pingback: 6 maja: Neum « N a v r a n t

  6. Pingback: 7 maja: Split, Trogir « N a v r a n t

  7. Pingback: 8 i 9 maja: Polska « Navrant * Cały czas trzeba się uczyć nawet

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s