3 maja: Brdo Ukazanja, Mostar, Pocitjel, Kravica


Dalszy ciąg relacji. Tutaj znajdują się odnośniki do pierwszego oraz drugiego maja.

3 maja

Pierwszy dzień zwiedzania Bośni i Hercegowiny rozpoczynamy podejściem pod Brdo Ukazanja. Na tej „górze”, właściwie wzniesieniu, podobno objawiła się Matka Boska kilku dzieciom.

Droga ma kolor brunatno-rudawy, z piasku wystają ostro zakończone i śliskie kamienie. Pielgrzymi odbywają msze przy kamieniach, w których wyrzeźbiono sceny z życia Maryi. Ludzie idą na bosaka, z różańcami, cicho odmawiając modlitwę, niektórzy nawet na kolanach… Na szczycie biała Maryja. Wokół w skupieniu modlą się tłumy ludzi. Zostawiają pamiątki, różańce, prośby, wspomnienia. Schodzimy z góry i przedzieramy się przez dzielnicę sacro-biznesu (jeszcze nie jestem świadoma, że całe miasto tak wygląda).

Metalowe, plastikowe, kamienne, drewniane, białe, czerwone, niebieskie, zielone różańce. Mnóstwo przedmiotów związanych z kultem maryjnym. Nie podoba mi się. Dlaczego ludzie na wszystkim chcą zarobić pieniądze? Nie mogą wiary nosić w sercu tylko na straganach? Kiedy znajdujemy się z powrotem w dzielnicy mieszkalnej zauważam starszą panią w błękitnej szacie… przypomina Matkę Boską.

Dzielnica mieszkalna to niskie, czasem jedno bądź dwu piętrowe domy w różnorakich kolorach. Żółte, różowe, białe. Przed nimi zadbane ogrody z palmami i ozdobami. Domy znajdują się blisko ulicy, w tle widać pola uprawne, a jeszcze dalej wzgórza. Kompilacja wzgórz, gór i kamieni. Następnym punktem wycieczki jest Mostar. Jedziemy stromą drogą w dół. Widzimy piękną panoramę seledynowej rzeki i kontrastujących zielonych traw poprzecinanych kolorowymi kwadratami. Zwalniamy, bo, o mały włos, a pod kołami autokaru znalazłyby się stado kóz. Uciekają na boki, dalej skubią trawę.

W Mostarze znajduje się XV-wieczny most wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Przewodnik wspomina o niedawnej wojnie w latach 1992-95. W mieście są jeszcze ślady. Mijamy szarą pojedynczą ścianę budynku podziurawioną kulami… jak sitko. Z okien, na kształt żołnierzy, na baczność wyrastają trawy.

Jesteśmy na Starym Mieście, przez którą prowadzi wąska uliczka pełna turystów. Jednak wśród nich wyróżniają się postacie w białych szatach, o ciemnej cerze – muzułmanie. Boki głównej alei są upstrzone kolorowymi straganami. Budynki są białe, wręcz beżowe, zbudowane z licznych kamieni. Niektóre mają malutkie otwory (zapewne dawniej można było z nich strzelać do wroga), a tak to małe okna z drewnianymi okiennicami. Ulica jest wyłożona śliskimi kamieniami. A sam strzelisty most jest jeszcze bardziej śliski. Mimo po kilku podejściach i zejściach nie wydaje się to aż takie trudne. Tylko może łatwiej by było gdybym nie paradowała w japonkach, w których potrafię czasami jeździć jak na łyżwach. Odwiedzamy także cmentarz muzułmański. Niedaleko jest meczet i jeśli spojrzy się pod odpowiednim kątem to widzimy meczet i krzyż, który znajduje się na wzgórzu dalej.

Po krótkich zakupach oraz lodach (a tam gałki są naprawdę duże, miej więcej jedna gałka to w Polsce co najmniej trzy) schodzimy nad rzekę. Ze ściany wytryskuje woda i tworzy mały wodospad. Woda jest lodowata, ale jej kolor i pobliski wodospad kuszą by wejść. Jednak jak za długo moczyłam nogi to w końcu ich nie czułam. Znajdujemy się tuż pod mostem. Po drugiej stronie ściana z kamieni i tuż nad nią wybudowane domy. Teoretycznie z okien można skakać do lazurowej wody.

Następny punkt programu to średniowieczne muzułmańskie miasteczko, Pocitjel. Pierwszy raz jestem w meczecie. Przepiękne kolorowe witraże, miękki puszysty dywan i… pustka? Zupełnie nie przypomina bogato wyposażonych kościołów katolickich. Wybieramy się na spacer po Pocitjel. Nie mamy dużo czasu, a próba wejścia na wyższe partie miasta zostaje zaprzestana z powodu ciągłego napotykania na zamknięte bramy. Domy zbudowane są wyłącznie z kamieni. Gdzieniegdzie znajduje się fragment ziemi porośnięty bujną zielenią. Nad miasteczkiem górują ruiny zamku i muru obronnego. Nie spotykamy w ogóle miejscowych. Bardzo małe miasteczko, ale wydaje mi się jakbym mogła spacerować tu bez przerwy.

Ostatnim punktem dzisiejszego dnia był wodospad Kravica. Nie mogłam się doczekać po upalnym dniu kąpieli niedaleko wodospadu. Na czele grupy szybko kierujemy się nad wodę. Rozbieramy i wskakujemy do wody. Mimo, że jest tak gorąco to chwilowe uff, które wyrwało mi się zamieniło się w aaa. Woda jest lodowata. Pełna kamieni i kilka metrów od brzegu zaczyna się robić naprawdę głęboko. Niektórzy płyną na drugą stronę i walczą z silnym prądem. Wodospady są wspaniałe. Białawe kaskady wody wpadają do rwącej rzeki.

Jesteśmy z powrotem w Međugorje. Mamy czas wolny. Sacro-biznes jeszcze bardziej przytłacza w samym centrum. Próbujemy dotrzeć na nekropolie, ale znajduje się poza miastem, a nastała już noc. Kręcimy się po mieście. Skręcamy w różne uliczki. Međugorje nie zachwyca, zwykłe turystyczne miasteczko próbujące zrobić fortunę na kulcie maryjnym.

Następna część podróży (4 maja).

Advertisements

7 thoughts on “3 maja: Brdo Ukazanja, Mostar, Pocitjel, Kravica

  1. Pingback: 2 maja: Budapeszt, Međugorje « N a v r a n t

  2. Pingback: 4 maja: Dubrownik, Neum « N a v r a n t

  3. Pingback: 5 maja: Korčule « N a v r a n t

  4. Pingback: 6 maja: Neum « N a v r a n t

  5. Pingback: 7 maja: Split, Trogir « N a v r a n t

  6. Pingback: 8 i 9 maja: Polska « Navrant * Cały czas trzeba się uczyć nawet

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s