Kręgi


Andrzejkowy wieczór w Sopocie. Niektórzy celebrowali go z podręcznikiem na kanapie w orientalne wzory. Jedyna rozrywka wieczoru. Czasem też niektórzy o czerwonych twarzach wychodzili na dwór. Tam zdenerwowanie była tylko różem mrozu.

Ulice były zimne, ciche i spokojne. Mróz zmusił wszystkich do pozostania w domu, tylko opatulone czarne postacie maszerowały z pupilami. Psy stały, wąchały, właściciele nerwowo potupywali nogą.

Weronice czerwona głowa huczała od orientalnych kanapowych wzorów.  Z ulgą przyjęła różowe mrozy i otulając się kapturem ruszyła w stronę Stawu. Podczas pierwszych mrozów jej pies zawsze wariuje. Przygryza ziemię i biegnie, zjada śnieg i biegnie, przygryza lód i biegnie. Według Weroniki dla Montany zima to jakby świat się skończył i narodził na nowo. Nie ważne ile razy będzie gubić sierść, mieć cieczkę, na śnieg zawsze będzie reagować tak jak po raz pierwszy. W głębi duszy podziwiała w psie hart ducha i entuzjazm. Weronice, mimo że kocha świat w białej pierzynie, trudno uniknąć marudzenia przy roztopach lub za długim przebywaniu na dworze.

Szybko minęły zabudowania i zwolniły dopiero wtedy gdy skręciły w drogę prowadzącą prosto do Stawu. Weronika przystanęła, przymrużyła oczy i próbowała dostrzec co jest w oddali. Majaczyły niewyraźne kształty. Na metalowym płocie odróżniały się masywne zjawy. Sunęły w jej stronę. Montana pociągnęła Weronikę na drugą stronę ulicy. Wiatr zawiał i niespodziewanie dźwięki stały się wyraźniejsze. Słychać było chichot skostniałych policzków. Dziewczyna odwróciła głowę. To tylko ludzie.

Koło Stawu Weronika się zatrzymała. Spojrzała w dół. Dzisiaj przypominało to stożek zwężający się w stronę wnętrza ziemi. Drzewa na każdym z kręgów rzucały groźne cienie. W końcu przeobraziły się w bezkształtną ciemność. Pewna postać odsunęła metalową barierkę zagradzającą schody w dół, która ostrzegała o zagrożeniu. Kiedyś w taką andrzejkową noc Dante musiał schodzić po kamiennych, zamarzniętych stopniach na spotkanie Wergiliusza.

Montana pociągnęła panią, która się temu poddała pozostawiając Dantego samego. Na zazwyczaj pustym parkingu w środku lasu wyrosła piaszczysta góra. Może to właśnie jest ten piasek z piekła, który zabrali by wydrążyć miejsce dla grzeszników? Od lata było go coraz więcej.

Pies biegał wolno, a Weronika bawiła się na małych kopcach. Przed skokiem zawsze mocno chuchała tworząc białą mgiełkę, a później delikatnie, subtelnie przeskakiwała przez nią. Pod rozgwieżdżonym niebem latała wśród chmur.

Alejki błyszczały. Krople, które spadły z tych chmur utworzyły zamarznięty strumień. Weronika płynęła ostrożnie. Wracała powoli do cywilizacji. Obejrzała się jeszcze raz za siebie. Jej uwagę przykuł promień światła spomiędzy ciemnych drzew. Naprzeciwko znajdował się niewielki pagórek, który teraz, tak oświetlony, przypominał teatr cieni. Montana przysiadła blisko właścicielki. Weronika poczuła ciepło przy prawej nodze. Mimo to pies drżał.

Światło coraz bardziej się rozszerzało. Wiatr łamał drobne gałązki. Widzowie zniecierpliwieni oczekiwali przedstawienia.  Szum się wzmagał. Grubiańsko wzywali by aktorzy weszli na scenę. Gałęzie gwałtem rzucane były po ziemi. A tam po tej pustce grzmiały jęki, krzyki. Niespodziewanie światło się poruszyło. Weronika już tylko przed oczami miała tylko ukochaną biel świata.

Advertisements

One thought on “Kręgi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s