„Rodzic” ośmioletniego chłopca


Opiekunka zajmująca miejsce Matki w życiu dziecka przez 24 godziny na dobę. Matka spędza czas na dbaniu o stan cery, zdobywaniu nowych nabytków do szafy o wielkości dużego pokoju. Natomiast wiecznie-nieobecny Ojciec pracuje w dużej korporacji z Kimś. Powyższy obrazek rodzi się na kartach książki „Niania w Nowym Jorku” (Nicola Kraus oraz Emma McLaughlin). Nanny przez 9 miesięcy opiekuje się czteroletnim Grayerem. Opiekuje to za mało powiedziane, bowiem zajmuje miejsce Matki i Ojca (państwa X) na każdym kroku dziecka począwszy od odebrania ze szkoły, dodatkowych zajęć, spotykania się z kolegami.

Powyższy obrazek nowojorskiej rodziny to kluczowy element w powieści i jedyny o jakim mogę wyrazić pozytywny komentarz. W Wyjaśnieniu dowiadujemy się, że autorki pracowały jako opiekunki do dzieci i na podstawie tego powstała „Niania w Nowym Jorku”, która oczywiście jest fikcją, ale także portretem amerykańskiego społeczeństwa.

Polskie rodziny dalekie są od takiego modelu, jednakże podczas czytania uderza fakt, że – nawet za Oceanem – istnieją rodziny, dla których dziecko to tylko obiekt, który staje się czymś bardziej ludzkim tylko wtedy kiedy pani X może pochwalić się jego osiągnięciami. Plusem jest także to, że rozdziały wyróżnione są cytatem z innych utworów zapowiadającym co wydarzy się w następnych akapitach.

Książka jest lekka, nie skomplikowana, wciągająca, ponieważ angażuje czytelnika w losy chłopca i nawet wywołuje współczucie dla niego z powodu państwa X (tutaj idealnie pasuje określenie „rodziców się nie wybiera”). Jednakże nie zgadzam się z treścią okładki, która umieszcza ją w szufladzie „dowcipnej” oraz „wesołej”. Zabawne sytuacje wydawały się być wymuszone, sztuczne. Z perspektywy technicznej zastanawia mnie w jaki sposób dwie autorki pracowały nad książką. Może właśnie dlatego to w jaki sposób książka jest napisana wymaga dopracowania. Jako utwór pewnego rodzaju „dokumentalny” czyta się przyjemnie, ale jako samą powieść – nieszczególnie.

„Nianię w Nowym Jorku” czytałam w ramach literatury w spódnicy. Podchodząc do niej w taki sposób sama powieść nie zachwyca. Można przebrnąć przez nią szybko i pozostawić Nanny w takiej samej sytuacji jak na początku. Jednakże można „Nianię” uznać za podsumowanie, summę, utwór dokumentalny i w taki sposób można wiele się nauczyć o amerykańskiej rodzinie. Polecam szczególnie osobom zafascynowanym Ameryką, żeby obalić mit idealności, doskonałości Stanów Zjednoczonych, a także ciekawskim jak wygląda życie zza Oceanem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s