Wojciech Jagielski boi się tylko do momentu wyjścia z domu. Relacja Dominiki Stańkowskiej


Od lewej strony Paweł Goźliński, Wojciech Jagielski i Magdalena Grzebałkowska w Państwowej Galerii Sztuki podczas Festiwalu Literackiego w Sopocie. Zdjęcie Dominiki StańkowskiejW pierwszym dniu festiwalu Literacki Sopot (18.08.2012) odbyło się spotkanie w Państwowej Galerii Sztuki z Wojciechem Jagielskim, które poprowadzili Paweł Goźliński i Magdalena Grzebałkowska. Wojciech Jagielski – publicznie: reportażysta i pracownik Polskiej Agencji Prasowej. Prywatnie: osobą z lękiem wysokości, ugodowa oraz spokojna. Niedawno wydał książkę („Wypalanie traw”) o Południowej Afryce, burskim miasteczku Ventersdorp, w którym mimo ogólnonarodowego zniesienia apartheidu, podział na białych i czarnych wciąż obowiązuje. Jest autorem także innych reportaży literackich: „Nocni wędrowcy”, „Wieże z kamienia”, „Modlitwa o deszcz” oraz „Dobre miejsce do umierania”.

Lokalna dziennikarka zrywa kontakt

Taką historią rozpoczyna się reportaż „Wypalanie traw”. Jak Jagielski powiedział jej, że pisze książkę o Ventersdorpie i o Eugénie Terre’Blanche’u, to więcej nie odebrała od niego telefonu. Dziennikarz zaznaczył, że gdyby się teraz bał konfrontacji z mieszkańcami to znaczyłoby, że nakłamał. – Jest to książka o osobach prywatnych. Jedyne czego się boję to, że przez mój obraz miasteczka sprawię komuś przykrość.

„Wypalanie traw” oscyluje wokół postaci Terre’Blanche’go, który nie chciał klasycznego apartheidu, a życia osobno. Osobno czarni, Anglicy i Burowie. – Terre miał dwie twarze. Jedną przed dziennikarzami: pompatyczny, paradny, ale sympatyczny i bardzo gościny. Drugą: na wiecu, w koszuli w khaki, charyzmatyczny i ze znaczkiem stylizowanym na swastykę. – Określił go Jagielski. Był dla niego arcyciekawym „obiektem” obserwacji.

Orientalistyka uczy pokory

Prowadząca Magdalena Grzebałkowska zauważyła, że „Wypalanie traw” to książka równego dystansu. Dziennikarz PAP’u odparł, że zawsze jedzie ze świadomością, że jest tam tylko jako dziennikarz. – Chcę poznać ofiary i oprawców. Kieruje mną ciekawość – co sprawiło, że ktoś jest zły, jak to jest być ofiarą. – Każdy wyjazd traktuje jako jedyny w swoim rodzaju. Jagielski zbiera różne wycinki, bo kiedyś mogą się przydać. Kontakt z orientalistyką nauczył go pokory, szacunku wobec czytelnika, by nie biegać za każdym nowym tematem.

Strach ma wielkie oczy

Jagielski, jako dziennikarz prasowy, jeździł do krajów skonfliktowanych, w stanie wojny – do Czeczenii, Afganistanu, Pakistanu. Czy się bał? – Boję się tylko do momentu wyjścia z domu. Na lotnisku już wiem po co tam jestem. Nie mogę mieć wątpliwości – stwierdził. Prowadząca zasugerowała, że brak mu wyobraźni. – Strach odczuwam postfactum odparł. Jednakże odkrył, że nie mógł pracować kiedy w Afganistanie, w momencie zajęcia Kabulu przez Talibów, była z nim jego żona, Grażyna. Bał się o nią.

Inną sytuacją, w której bał się w momencie „stawania się”, było kiedy przypadkowo przejechał przez granicę gruzińsko-rosyjską. Znalazł się na terenie kontrolowanym przez Osetyjczyków. – Koledzy rozbiegli się we właściwą stronę, a ja schowałem się za nowym Oplem Astrą. Przez 1,5 godziny ostrzeliwali mnie. Wtedy się bałem, bo wiedziałem, że oni strzelają do mnie. Inni próbowali się do mnie dodzwonić, a ja w telefonie miałem muzyczkę Boba Dylana: musi być z tego jakieś wyjście. Chciałem uciec pod osłoną nocy, ale uświadomiłem sobie, że temu, który do mnie strzela też będzie łatwiej. W końcu przeskoczyłem przez płot i uciekłem.

Szałasy i golasy

Sama rozmowa zaczęła się od pytania o stereotypy dotyczące Afryki. Wojciech Jagielski zaprzeczył temu, że uprzedzenia trzecioświatowe o Afryce, jako miejscu umierającym, głodującym, powszechnych rzeziach i władcach-tyranach, są prawdziwe. Podkreślił, że Johannesburg przypomina Warszawę. – Są normalne ulice, domy, a nie szałasy i biegające golasy – Dziennikarz przytoczył rodzinną sytuacje, w której jego mama zapytała go co on będzie jadł w Południowej Afryce. – Jedzenie, mamo – odpowiedział. Jagielski zauważył także, że Południowa Afryka czeka już 20 lat na transformacje. ­– Nikt nie jest zadowolony. Czarni, bo ich los się nie poprawił tak jak powinien. Biali, bo się pogorszył, ale mimo wszystko uniknęli wojny domowej.

Relacja znajduje się także na stronie Pod Prąd.

*

Strona festiwalu Literacki Sopot

Reklamy

2 thoughts on “Wojciech Jagielski boi się tylko do momentu wyjścia z domu. Relacja Dominiki Stańkowskiej

  1. Świetna relacja :) bardzo lubię Jagielskiego, mimo że (moim skromnym zdaniem) „Wypalanie traw” nie jest tak świetne jak „Modlitwa o deszcz”, to bardzo przyjemnie się czytało najnowszą książkę WJ.

    • Muszę się zgodzić. „Modlitwa o deszcz” to zdecydowany faworyt, majstersztyk, a „Wypalanie traw”… Hm, podoba mi się pod względem zamysłu dziennikarskiego – by skoncentrować się na małym miasteczku, ale mówić też szerzej, ogólniej… Ja dotarłam tylko do 150 strony.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s