Witold Szabłowski z lat 80. radzi się nie spieszyć. Relacja Dominiki Stańkowskiej


Także czwartego dnia festiwalu Literacki Sopot (21.08.2012) Zatoka Sztuki powitała kolejnego reportażystę – Witolda Szabłowskiego. Przedstawiciela młodego pokolenia reportażu. Prowadzący Paweł Goźliński i Magdalena Grzebałkowska nie mogli się powstrzymać od wypytywania o najnowszą książkę. – Nowa książka to zapis eksperymentu – zaczął Witold Szabłowski.

„Nasz mały PRL. Pół roku w M-3 z trwałą, wąsami i maluchem”

Na początek opowiedział o kulisach powstania książki rocznych przygotowaniach do rozpoczęcia życia w PRL’u. Całą rodziną przenieśli się do lat 80. Znaleźli odpowiednie mieszkanie w bloku zbudowanym w tym czasie. Zebrali charakterystyczne umeblowanie. Kupili malucha. Sam Szabłowski rok zapuszczał włosy, a żona zrobiła sobie trwałą. – U fryzjera poprosiłem o „na Wałęsę” i wąsy też zapuściłem – dopowiedział autor.

Oczywiście całą rodziną funkcjonowali bez komórki, tylko telefon domowy. Na poczcie nie mogli kupić karty do budki telefonicznej, które oczywiście należą do Poczty Polskiej. Kioskarka-kapitalistka miała i zdradziła Szabłowskiemu, że nawet pracownicy poczty u niej kupują znaczki.

– W sklepie próbowałem wcisnąć kartkę (oczywiście bym zapłacił prawdziwymi pieniędzmi). Ekspedientki myślały, że wariat, uciekały. Tylko jedna odparła, że świetnie, ale nie ma nożyczek – wspominał Szabłowski.

Z PRL’owskiego życia nie mogło zabraknąć wyjazdu na wakacje. Ośrodek na cypelku na Mazurach znaleziony na mapie z lat 70. Plecaki, krzesełka. – Jedziemy pociągiem, autobusem, taksówką – opowiadał Szabłowski. Środek lasu i po ośrodku została tylko podmurówka. Reportażysta spędził tam z rodziną tydzień. Z okolicznych wiosek ludzie przynosili jedzenie. Dawni pracownicy wspominali ośrodek. – Było sielsko, anielsko, cudnie – skomentował.

Nasza mała współczesność. Dziś z perspektywy PRL’u 

Witold Szabłowski w roczniku 80 żył tylko przez chwilę. – Pamięć dziecka – dodał. – Chciałem się dowiedzieć jak to było. Jednakże podkreślił, że PRL’u już się odtworzyć nie da. W Polsce od 20 lat zmienia się wszystko. – Nie da się opisać transformacji – skomentował. – Książka to próba spojrzenia z perspektywy. Perspektywy PRL’owskiej higieny i tłustych włosów. Przyjrzeć się, popatrzeć krytycznie na dziś.

Witold Szabłowski podzielił się negatywnymi wnioskami na temat współczesności. Po pierwsze – „skopaliśmy” relacje między ludzkie. – Teraz wystarczy założyć wydarzenie na Facebook’u. Tak łatwo się klika. Takie proste, można kogoś olać w białych rękawiczkach – skomentował. Z nostalgią wspomniał o wpadaniu do znajomych bez zapowiedzi. – Z żoną chodziliśmy po sąsiadach z ciastem. Próbowaliśmy też triku na szklankę cukru. Średnio na 10 mieszkań otwierały 3. Teraz ludzie myślą, że albo to będzie świadek Jehowy albo akwizytor. A w PRL – może rodzina ze wsi? Podkreślił, że dawniej była chemia między ludźmi. Była bieda. Ludzie żyli w trudnych czasach, potrzebowali drugiego człowieka.

Na plus przypisał nasz ustrój. Jednakże pesymistycznie Witold Szabłowski stwierdził, że będziemy żałować utraty chemii między ludźmi. Radził, co warto zapamiętać z PRL’u: – Zachować to, że się nie spieszyli.

*

Strona festiwalu Literacki Sopot

Książka „Nasz mały PRL” na stronie znak.com.pl

Reklamy

One thought on “Witold Szabłowski z lat 80. radzi się nie spieszyć. Relacja Dominiki Stańkowskiej

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s