Stereotypowy kradziejek


Tydzień temu w moim bloku doszło do kradzieży. W tym czasie cztery razy przemierzałam schody z powodu zajęć na uczelni. Cztery razy przebiegałam obok pechowych drzwi. Kiedy wróciłam do domu obciążona książkami dziwiłam się, że pies jest spokojny. Do czasu aż drzwi załomotały. Sąsiadka poinformowała mnie o kradzieży i wypytała czy nic nie zauważyłam. Od tamtego popołudnia drzwi jeszcze wiele razy miały przyprawiać mnie o nagłe poderwanie się z krzesła.

Policja, mieszcząca się dwie ulice dalej, przyjechała po półtorej godziny. Przez ten czas zakazała sąsiadce wchodzić do mieszkania i tym bardziej niczego nie ruszać – jakby jedno nie wykluczało drugiego. Sąsiadka siedziała na klatce i co jakiś czas pukała do mnie z zapytaniem czy nie przypomniałam sobie czegoś jeszcze. Jednocześnie odkrywała przede mną kolejne etapy zajścia – od ledwo naruszonych drzwi po wywrócone do góry nogami mieszkanie.

Kilka dni później na tablicy ogłoszeń zawisła karteczka od anonima z informacją o kradzieży oraz przestrogą. Jako osoba, która od niedawna wynajmuje mieszkanie w bloku, z wręcz pobożnością, czytam słowo parafialne wspólnoty, jak i młodzieży, ale może już nie takie parafialne i nie znajdujące się na korkowej tablicy. Anonimowa-sąsiadka tonem wykrzyknienia nakazała stałym mieszkańcom mieć się na baczności, ponieważ w ich bloku dużo osób wynajmuje mieszkanie.

Powyżej kartki niezidentyfikowany poeta ozdobił ścianę takimi tekstami kultury jak: Żydzi to złodzieje, Cyganie do piekła (to jest parafraza, bowiem obawiam się, że gdybym przytoczyła oryginalny tekst autor mógłby pozwać mnie o brak autoryzacji).

Przypomina mi się Lidia Ostałowska, która gani dziennikarzy za nazywanie Romów – Cyganami. A sami Polacy? Raczej tym bardziej starają się wzmocnić opinię o sobie jako amatorów trunków pod chmurką i kontynuatorów poetyckiego dziedzictwa narodowego (patrz napisy na ścianach). Za to Mariusz Szczygieł chwali Czechów za poetycką twórczość klozetową w publicznych toaletach (m. in. „nie wrzucać gum do pisuarów, bo tymi rękami, co je wyciągam – nalewam wam piwa”). Poza tym czeską dumą jest piwo. W związku z tym łączy nas atmosfera upojenia alkoholowego. Może Czesi powinni z nami wypić ze wspólnego dystrybutora i nabrać przekonania o własnej poetyckości. W końcu język czeski to nie język, a masaż dla mózgu – jak zauważa Szczygieł.

Inny kolega po fachu także bada stereotypy, jakby samo uprawianie dziennikarstwa nie było wystarczające. Na spotkaniu autorskim Witold Szabłowski opowiadał o zbieraniu materiału do najnowszej książki o PRL’u, w której wraz z całą rodziną przeniósł się do lat 80. Przystrzyżony na Wałęsę, w kolorowym ubraniu  próbował poderwać sąsiadów na szklankę cukru czy ciasto. Na dziesięć mieszkań otworzyła mu jedna osoba. Dziennikarz tłumaczył to w ten sposób, że obecnie Polacy boją się otwierać drzwi czy odbierać domofonu z powodu wizyty akwizytora albo świadka Jehowy.

Witek chyba zapomniał też wspomnieć, że boją się wizyty osób wynajmujących mieszkanie. W końcu nie nosimy się już na Wałęsę, nie jesteśmy rodziną ze wsi ani Czechem by każdemu mówić dzień dobry, nawet jeśli jesteśmy nieznanym poetą ze spodniami w kroku czy anonimową-sąsiadką – pierwszą do ustanawiania stereotypów wspólnotowych.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s