Stereotypowy kradziejek

Tydzień temu w moim bloku doszło do kradzieży. W tym czasie cztery razy przemierzałam schody z powodu zajęć na uczelni. Cztery razy przebiegałam obok pechowych drzwi. Kiedy wróciłam do domu obciążona książkami dziwiłam się, że pies jest spokojny. Do czasu aż drzwi załomotały. Sąsiadka poinformowała mnie o kradzieży i wypytała czy nic nie zauważyłam. Od tamtego popołudnia drzwi jeszcze wiele razy miały przyprawiać mnie o nagłe poderwanie się z krzesła.

Policja, mieszcząca się dwie ulice dalej, przyjechała po półtorej godziny. Przez ten czas zakazała sąsiadce wchodzić do mieszkania i tym bardziej niczego nie ruszać – jakby jedno nie wykluczało drugiego. Sąsiadka siedziała na klatce i co jakiś czas pukała do mnie z zapytaniem czy nie przypomniałam sobie czegoś jeszcze. Jednocześnie odkrywała przede mną kolejne etapy zajścia – od ledwo naruszonych drzwi po wywrócone do góry nogami mieszkanie.

Kilka dni później na tablicy ogłoszeń zawisła karteczka od anonima z informacją o kradzieży oraz przestrogą. Jako osoba, która od niedawna wynajmuje mieszkanie w bloku, z wręcz pobożnością, czytam słowo parafialne wspólnoty, jak i młodzieży, ale może już nie takie parafialne i nie znajdujące się na korkowej tablicy. Anonimowa-sąsiadka tonem wykrzyknienia nakazała stałym mieszkańcom mieć się na baczności, ponieważ w ich bloku dużo osób wynajmuje mieszkanie.

Czytaj dalej

„Pieszy student” (ocennik)

Pod Prąd, informator lokalny 2012/2013 (zapraszam do przejrzenia całego magazynu Pod Prąd)

W ciągu 30 minut jazdy Szybką Koleją Miejską możemy przenieść się z miejsca o wielkiej wartości historycznej do nowocześnie zbudowanego portu, po drodze mijając mały i urokliwy kurort. Jak zwiedzić Trójmiasto by poczuć się jego częścią, zobaczyć te miejsca, o których wiedzą tylko Ci z 20-letnim bagażem doświadczenia „podróżnika” rodzinnego miasta?

Czytaj dalej na stronie bloga

Panienka z okienka.

Za siedmioma blokami. Za siedmioma ulicami. Za siedmioma placami mieszkała panienka z okienka. W ciepłych porach roku duże okienko było otwarte. W zimniejszych zamknięte, ale za to cały czas paliła się lampka, która rozświetlała cztery kąty. Dlatego cały czas widziałam, co się działo za białymi framugami. Panienka jedną ręką podtrzymywała brodę, a drugą zgiętą trzymała na drewnianym parapecie.

Był taki okres, w którym prawdopodobnie zostawała sama w domu albo dorośli byli na tyle zajęci sobą. Wtedy formowała swoje ciało w różne figury taneczne. Raz były to smukłe, wdzięczne ruchy jak w tańcu klasycznym. A czasem przybierały one formę wachlarza egzotycznych wariacji. Kiedy indziej brała szeroką szczotkę i trzymając ją blisko ust poruszała wargami. Chyba w rytm ulubionej piosenki, ale tego już nie byłam w stanie słyszeć.  Najbardziej lubiłam jak przybierała kształty baletnicy. Wtedy z jej pucołowatymi, różowymi policzkami i kręconymi blond włosami wyglądała jak te porcelanowe lalki z tyłu. Jednak najbardziej lubiłam jej wyraz twarzy, kiedy robiła te wszystkie zakazane rzeczy pod nieobecność dorosłych. Miała ogień w swoich błękitnych oczach i na twarzy malowało się dziecinne zdumienie i jednocześnie dorosła zaciętość.

Dopóki pewnego razu późno w nocy matka nie wpadła przez zamknięte drzwi i nie strąciła lalek z półki. Panienka trzymała się za ucho i krzyczała. Nigdy nie zapomnę tego wzroku utraconych marzeń.

Potem już tylko siedziała w okienku. Ale czasem widziałam jak noga jej podrygiwała w rytm muzyki puszczanej z komórek z podwórka.

Zapraszam też na autorskiego bloga na stronie magazynu studenckiego „Pod Prąd”.

Komunikacja? Tylko nie w pojazdach.

Lubię stać z boku i wchodzić ostatnia do autobusu albo zajmować miejsca z dobrą widocznością na drzwi w tramwaju.

Osoby starsze walą do drzwi i wolnych siedzeń jakby to była gra o indywidualne trofeum. Wyraz ich twarzy jest poważny, zacięty jak u sportowców w rozgrywkach międzynarodowych. Są krople potu na czole, poobijane nogi i czasem wulgarne słówko pod nosem. Urwane rączki przepełnionych siatek. Przecież do takiej walki staną tylko pasjonaci siedzenia. Za wszelką cenę – wolne miejsce to jak miejsce na podium. A przynajmniej wyładowanie swoich niespełnionych aspiracji na delikwencie, którego można opluć, „osapać” i potraktować wilczym spojrzeniem.

Bo w komunikacji miejskiej można zdobyć podium siedzenia. Nawet jeśli tylko na przemijające dwa przystanki.

Zapraszam też na autorskiego bloga na stronie magazynu studenckiego „Pod Prąd”.

Oziębienie

Zimowego razu widziałam strumień lodowatej wody odbijającej się od zamarzniętej tafli. Krople odskakiwały na boki i szybko znikały w lodzie. Tak właśnie to wyglądało – gdyby słońce miało zwyczaj w jednym ciągu odbijać swoje blaski w wakacyjnej wodzie.

W oddali majaczały dwa niewyraźne kształty. Zbliżały się przybierając ostrzejsze formy – niereguralne rozgwiazdy, wydłużone ośmiornice, zniekształcone węże morskie. Były skąpane w mroku, bo od tyłu rozświetlone przez morze samochodów. O ich kształce świadczyła duża, wyraźna, jasna poświata. Poświata taka – jak plażowicz patrzy na plażowicza, bo zabrał im to ciepłe światło w oczach pełnych piasku.

Czytaj dalej

Letnie poranki i noce

Każdy – no prawie– ma dwie chmury. Chmury przybierają różne oblicza, zachodzą w nich różne pogody, dlatego ludzie przybierają różne maski. Mimo to wciąż mają ten sam kamienny wyraz atakowany przez inne miejsca, ludzi i wydarzenia. Powietrze wtedy drży, atmosfera jest ciężka. Czuję jak gromy są ostro ciskane na zielonkawą trawę.

Lecz czasem w innym miejscu, wśród innych ludzi i w kręgu innych wydarzeń pod tą zielenią jest zimny, twardy, obojętny kamień. Na horyzoncie jedynie w ostrości barw tonie słońce. W szarościach wąskich i szerokich bloków wszystko wydaje się przygnębiająco nie-proste. Nagle Ci sami ludzie, co zwiastowali burzę – teraz paradują po miejskich promenadach w kapeluszu słomkowym i okularach przeciwsłonecznych.

Ewentualny dualizm chmurny ludzi da się wytłumaczyć – przecież ile zależy od czynników zewnętrznych, wewnętrznych i Innych? Zawsze wydawało mi się, że chmura ładniej wyglądają na papierze niż nad głowami. Kiedy mam wrażenie, że poznałam już wszystkie chmury danej osoby pojawia się nowa. Pierwszy raz ją widzę, ale ostatni raz jestem wtedy zaskoczona.

Spontanicznie ewolucje chmur nie są już nowością. Odzwyczajam się od uważania, że znałam wszystkie ich oblicza. Już nie zaskakują mnie zmiany – tylko jak olbrzymie rozmiary one przybierają. W pewnym momentach jest smutno/przykro/żałośnie/dziwnie. W pewnych momentach oprócz milczenia pozostaje myśl: nie znałam tej strony, to tylko z powodu Innego spojrzenia. Jednak jak długo można posiłkować się błahą wymówką?

Zawsze bolało mnie gdy na własnej skórze doświadczałam prawd życiowych, w których wcześniej prawdziwości nie doświadczyłam. Jeść taką odpowiedź można długo – w dwóch przypadkach było to aż do przykrycia tych smutnych/przykrych/żałosnych/dziwnych momentów dawnym słonecznym niebem. Wśród betonowych szarości wszystko wracało do normalności, której w tym Innym miejscu chyba brakowało.

Czym więc była ta normalność? Może po prostu przyzwyczajeniem, zwyczajami, własnością naszą i waszą. Wszystkim co pielęgnujemy, dbamy, troszczymy się we własnych czterech kątach i w najbliższych pokojach. Mi normalności ani Tam ani tutaj nie brakowało. Wciąż pozostawałam z taką samą chmurą tutaj i Tam nad głowią. Mimo, że Tam czułam się jakby… bardziej wyzwolona?

Za wielkie to chyba słowo by określić dokładnie i bez patosu jak się czułam. Na wsi, gdzie przypadkowo człowieka można spotkać raz na tydzień, gdzie samochód z nieznanymi rejestracjami nie jeździ w ogóle, oddalonej o około 100 kilometrów od mojej normalności wszystko wydawało się inne – tak, ale wciąż było normalne. Dlatego uważam, że niektórzy mają dwie chmury, pogody, oblicza, twarze, maski. Ja spakowałam tylko jedną, a towarzyszki podróży w takim razie chyba kilka, prawda?

Y, jo (1) Na Kujawach i Pomorzu bardzo rozpowszechniony zwrot, mający (podobnie jak wulgaryzmy) wiele znaczeń, zawsze jednak oznaczający zgodę na coś, akceptację, podziw, niedowierzanie. (2) Na Pomorzu, Kaszubach i Kujawach słowo zastępujące „tak” (źródło). To było dla mnie największe zaskoczenie pod względem poznawania folkloru. Inny język, zwroty, wyrażenia. Oczywiście dało się je zrozumieć – język polski to język polski tutaj czy Tam wciąż.

Nawet różnice w warstwie językowej czy stroju, zwyczajach nie umniejszały wrażenia, że ludzie tam są tacy sami jak tutaj. Jedną z doświadczonych-prawd było właśnie to, że nie należy oceniać ludzi pod względem wyglądu. W środowisku występuje dyskryminacja ze względu na pierwsze wrażenie, pierwsze nawiązania rozmowy, pierwsze spotkania. Zrozumiałam, że trzeba dawać ludziom szansę – poznawać, rozmawiać, przebywać. Tam nie było nic wspanialszego niż zdziwienie wywołane obaleniem pozornego pierwszego przekonania. A potem wspominanie tych wrażeń i jeszcze większe zdziwienie na twarzy osoby, której dotyczyły.

I zaskoczyła mnie jeszcze wiejska otwartość, szczerość, sympatyczność. Tutaj – trzeba to przyznać, nawet jeśli tylko przed internetowym sędzią – że stereotyp zacofanej wsi był zbyt mocno zakorzeniony w naszej świadomości. Ukrywałyśmy to pod salwą śmiechu i głupio tłumaczyłyśmy same przed sobą, że to tylko takie żarty. Tam te żarty uznałyśmy za głupie. Myślałam też stereotypowo – przyjeżdżają „dziewczyny z miasta” dlaczego „wieśniacy” mieliby z nami, rozmawiać, spotykać się? A oni dali nam szansę (kolejna doświadczona-prawda). Ci ludzie, konkretni – z Kleszczyńca, którzy po prostu… są otwarci, szczerzy i sympatyczni.

Efektem tego było niezwykłe lato. Naprawdę niezwykłe. Dzisiaj gdy siedzę w sobotnie poranki przy komputerze i patrzę na fragmenty błękitnego nieba przez okno wspominam Kleszczyniec. Myślę, że gdyby było lato to pewnie teraz trochę zdenerwowana i podekscytowana siedziałabym w pociągu. A może już bym wracała z jednej z tych wiejskich imprez na świeżym powietrzu? Czy bym siedziała nad jeziorem i moczyła stopy na końcu pomostu słuchając ciszy, deszczu pianina i śmiejąc się do sunących kropel wody?

Co mnie czeka w przyszłe wakacje – powinnam entuzjastycznie pytać wspominając letnie poranki i noce. Gdy ostatni raz wyjeżdżałam z Kleszczyńca miałam to marzenie o przyszłości, że w te najdłuższe wakacje będziemy przyjeżdżać na chwilę, na dłużej Tam. Będziemy prawdziwą częścią tego świata, a nie tylko „za pozwoleniem rodziców”. Teraz gdy pozostają nam tylko krótkie wiadomości, długie i bezcelowe rozmowy przez komunikator, bezpośrednie i sztywne aktywności na portalu… Letnie dni wydają się tylko snem. Wydaje mi się jakbym straciła tych ludzi, wspomnienia, wydarzenia na zawsze. Wydaje mi się, że one tylko były tylko takie wspaniałe na tamtą chwilę w Tamtym miejscu. Przez nasz powrót do życia wśród szarych bloków stałam się dla nich tylko chwilą. Chwilą, która przepłynie, bo wszystko płynie. Zmarnuje, bo wszystko marność. Umrze, bo to nie wszystek. Zginie, bo to nie jest pomnik i tym bardziej nie trwalszy od spiżu. Dlatego gdy teraz dni mijają życie wydaje mi się rytualne, nudne, powtarzalne. Tam letnie słońce i wyraziste noce były dla nas wszystkim, tutaj nawet tego nie zauważam. Teraz tylko ze smutkiem wspominam tamte widoki, gdy mrok tak szybko ogarnia normalność.


PS Jakkolwiek mocno uwielbiam zimę – śnieg, śnieżki, aniołki, puch, mokre spodnie, rękawiczki, szaliki, tak mocno kocham cieplejszą wiosnę. Pierwszy raz w życiu chciałabym już kwitnącą wiosnę, może nawet gorące lato. Powyższy „wakacyjny” tekst jako doping by Pani Zima zadomowiła się gdzie indziej.

Nowy Rok

Myślę, że na swój sposób w porządku jest się żegnać. Widziałam zawsze w tym nie tyle co smutek i żal, ale raczej nadzieję, obietnicę przyszłego, rychłego spotkania.

Najbardziej chyba pamiętam pożegnanie z rokiem 2000. Wydaje mi się, że od tego momentu pamiętam życie jako życie, a nie urywki z pamięci. Nad nami było widmo końca świata – magiczna liczba dwóch tysięcy lat. Pamiętam jak babcia przytulała mnie na kanapie. Z niepokojem obserwowała ekran telewizora. 10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2… 1. Świat wciąż istniał. Babcia płakała. Wtedy nie potrafiłam zrozumieć dlaczego. Obecnie nie poszłam w moich rozmyślaniach o solidny krok dalej, a raczej takie tip-topki. Mimo to perspektywa świata z tych ciepłych babcinych kolan znacznie się rozszerzyła.

Czytaj dalej