Podsumowanie #9

„Bo osiemnaste urodziny to się obchodzi tylko raz w życiu.” Podobnie jak siedemnaście poprzednich i zapewne następne. Dzień jak co dzień, a mimo to gdzieś tam w formularzach cyferka wzrasta o jeden numer. Zawsze w ten dzień staram się by przebiegał on milej, przyjemniej i bardziej wyjątkowo. Staram się zapewnić sobie same rozrywki, brak stresujących sytuacji i rozgrywania dramatów. Jak to bywa moje starania znacznie odbiegają od rzeczywistości.

Wraz ze zbliżającą się 18stą rocznicą moich urodzin różne rzeczy przechodzą mi przez myśl – wspomnienia, pragnienia, wydarzenia, marzenia, myśli, refleksje.

Czytaj dalej

Podsumowanie #8

Tytuł chyba nie bardzo pasuje do treści poniższego posta? Chociaż będzie to podsumowanie bardziej osobiste-czytelnicze niż pisarskie. Ostatni miesiąc spędziłam na wsi. Jeśli nie byłam tam fizycznie to duchowo albo sprowadzając wieś do miasta. Dlatego zaniedbałam pisanie. Chociaż trudno to nazwać zaniedbaniem, bo nie miałam o czym tutaj pisać. Za to byłam bardzo płodna jeśli chodzi o prowadzenie dziennika ;)

Czytaj dalej

Podsumowanie #7

Mijający tydzień był jednym z tych, które pamiętam z dzieciństwa – upał na dworze nie do zniesienia, całe dni spędzone na plaży, kąpanie się w chłodnym morzu, pływanie oraz nurkowanie, jedzenie kanapek posmarowanych samym masłem i podgryzanie pomidorem podczas tych kilku chwil gdy leżałam plackiem na piasku… Chociaż potem gdy wracałam do domu niechętnie spędzałam popołudnia na zewnątrz. Jedynie wieczorem, gdy już było bardzo późno, wychodziłam by odetchnąć wciąż jeszcze ciepłym i ciężkim powietrzem. Przynajmniej żar nie lał już się z nieba, jedynie pomarańczowe światło latarni.

Sceptycznie podchodziłam do prezenterów pogody, którzy każdego dnia zapowiadali, że następny będzie tym najgorętszym. Teraz gdy zapowiadali burzę też im nie uwierzyłam do czasu aż… nie zaczęło grzmieć, huczeć, wyć, a po mojej klatce schodowej nie zaczęła spływać woda… Robotnicy chyba usunęli mi dach w ramach dobudowywania pięter. Miałam własny wodospad na parterze o słonecznych ścianach i lazurowych kaskadach. Pani Pogoda znowu mnie zaskoczyła. Chociaż w głębi duszy chciałam by nieco się uspokoiła, ponieważ w przyszłym tygodniu wyjeżdżam na na wieś gdzie cienia jest jak na zbytek, a pobliskie jezioro „deszczowe” będzie gęstą zupą. Ktoś chętny na spróbowanie?

Od ostatniego podsumowania na blogu pojawiły się głównie recenzje. W tym dwie dotyczące podróży, ale w innej formule: film „Into The Wild” oraz książka „Samsara” Tomka Michniewicza. Recenzja biografii „Maria Antonina” Stefana Zweiga, która była moją pierwszą książką historyczną w całości połkniętą. Obawiałam się, że nie spodoba mi się taka literatura. Ale zetknięcie się z czystą historią było przyjemne i zaostrzyło mój apetyt na więcej. Jeszcze popularny „Cień wiatru” Carlosa Ruiza Zafóna oraz „Pamiętnik” Nicholasa Sparksa. W planach jeszcze dwie, a może i trzy recenzje (zależy czy „W rytmie allemande” Francoisa Nourissier’a mnie przekona do siebie:).

Jej. Mam nadzieję, że pogoda się poprawi. Trzeba trzymać kciuki.

Podsumowanie #6

Szkoła wreszcie się skończyła. Jestem wolna od bagażu obowiązków szkolnych. Więc wreszcie mam czas by czytać i pisać. Nie lubię końca szkoły. Szczególnie ostatnich słów nauczycieli, w których wyraźnie słyszy się niewypowiedzianą aluzję co do przyszłej klasy maturalnej. Tak, wiem… Za dwa miesiące stanę w obliczu najważniejszego okresu w moim życiu… Kiedy o tym myślę mam ochotę po prostu… uciec?

„Są rzeczy od których nie można uciec, jeśli nawet odejdzie się od nich bardzo daleko.” („Kronika ptaka nakręcacza” Haruki Murakami)

Może nauczyciele tylko próbują mnie nastraszyć, może to jest ich sposób na zachęcenie nas do nauki? Może są pesymistami i próbują nas przygotować na najgorsze? Dlaczego ten rok miałby się różnić od innych? Czeka mnie więcej nauki, więcej decyzji do podjęcia… Może to wcale nie musi określać całego mojego życia. Może to po prostu trzeba przeżyć? Poradzić sobie z tym jak z najlepszym wynikiem? W końcu matura to egzamin dojrzałości.

Koniec szkoły przypomina mi też o czasie. Kiedy uczęszczam do szkoły najczęściej żyję z weekendu na weekend odrabiając prace domowe, ucząc się do sprawdzianów, spotykając się ze znajomymi. W weekend tylko nie wstaję o 7., ale wszystko wygląda podobnie. Pory roku się zmieniają. W pierwszym semestrze dni się robią coraz krótsze, coraz ciemniejsze. W drugim natomiast dni się wydłużają, robią się jaśniejsze. Dają znak do przygotowania uczniów na długie i słonecznie wakacje. W końcu jak nastają to czuję jakbym nie miała co ze sobą zrobić. Lubię szkołę, bo jest moim zegarem, nakręcaczem sprężyny świata.

Chyba za dużo „Kroniki ptaka nakręcacza” Murakami’ego oraz „Kafki nad morzem”, których recenzje umieściłam w czerwcu na blogu. Z książkowych recenzji napisałam jeszcze „Trans-Atlantyk” Witolda Gombrowicza co zostało jedynie podyktowane tym, że bardzo szczegółowo musiałam opracować kartę pracy z tej lektury. Mam nadzieję, że inne utwory tego pisarza polubię bardziej, ba, polubię w ogóle. O dziwo, szkoła oprócz kradzieży czasu na czytanie, przywłaszcza także ten na oglądanie filmów. Nadrabiam to dwoma recenzjami „Twój na zawsze” oraz „Wciąż ją kocham”.
Równo po 4 tygodniach kończę kolejne podsumowanie. Chciałabym życzyć wszystkim udanych wakacji. Trudno mi to przychodzi, bo jakoś w swoje udane wakacje nie wierzę. Chciałabym usłyszeć teraz ptaka nakręcacza.

„Przez krótki czas nakręcał codziennie sprężynę małego światka, w której żyłem. Była to pora ptaka nakręcacza.” („Kronika ptaka nakręcacza” Haruki Murakami)

PS Dziękuję za 500 wejść :)

Podsumowanie #5

Po powrocie ilość zadań rosła w zastraszająco szybkim tempie dlatego tak mało dodaję ostatnio tekstów. Staram się jak mogę odnaleźć czas, ale nie jestem dobra w szukaniu. Podsumowując bardzo krótko to w ciągu trzech tygodni dodałam dwie recenzje (finał Zagubionych oraz „Zbrodnia i kara”), a także relację ze spotkania z profesorem Bartoszewskim. Lista rzeczy do napisania powolutku się zmniejsza, a jest jeszcze tyle nierozpoczętych projektów…

Teraz jestem w trakcie pisania relacji z podróży. To ciężka sprawa. Jest mnóstwo elementów, które chce opowiedzieć. Tyle miejsc, widoków, ulic, budynków, domów, zabytków… Ciągle za mną chodzą te obrazy, wspomnienia, myśli. Czasem mam wrażenie, jakbym nie wróciła  do Polski. Wciąż jestem w Chorwacji. Dla mnie ta wycieczka właściwie to nieustanny i beztroski śmiech. Pamiętam ś m i e c h. Teraz gdy się śmieję jest to krótkie, ciche, przytłoczone obowiązkami, zadaniami… życiem? Teraz czuję jakby podróż nie była moja. Jakby to była tylko pusta szklanka. Przez moment uda mi się ją napełnić do połowy gdy wracam myślami do Tych osób, Tych miejsc, Tych historii… Gdy widzę Te obrazy, spotykam Te osoby, słyszę Te wspomnienia. Przecież to wszystko zdarzyło się tylko 48 godzin drogi od Sopotu. Czym jest 48 godzin wobec ogromu całego życia, które trwa prawie wiek?

W tym tygodniu odwiedziłam kiermasz książek w jednej z sopockich bibliotek. Pierwsze co znalazłam i z czego najbardziej jestem dumna to „Cień wiatru” (ostatnio ta książka dosłownie prześladuje mnie, ciągle o niej słyszę, znajduję cytaty) oraz utwory z zakresu reportażu, a także kilka książek z serii „maturalnych” (czyli „Jesień średniowiecza”, „Adolf Hitler” oraz „Kompendium wiedzy…”).

PS Wydałam tylko 22 zł :)

Podsumowanie #4

Jeśli zaliczyć to do sukcesów to mój blog ma już miesiąc i 201 wejść na stronę :)  W przeciągu ostatnich dwóch tygodniu pojawiło się kilka recenzji: filmu „Kwiat pustyni”, książki „Dr House i filozofia – wszyscy kłamią” oraz „Nad Niemnem”. A także tekst o tragedii z dnia 10 kwietnia. Czemu aż dwa tygodnie przerwy? Skoro moja rutyna blogowa miała trwać tyle co w rzeczywistości czyli równy tydzień. Otóż…

Wyjeżdżam do Chorwacji na 10 dni. Nie będzie mnie aż do 9 maja. Obiecuję, że dodam wiele tekstów o wycieczce, podróży, a także o książkach, które zabieram w podróż. Mianowicie „Trans-Atlantyk” Witolda Gombrowicza, „Podróże z Herodotem” Ryszarda Kapuścińskiego. W sam raz „podróżnicze” lektury na podróż. Życzę wszystkim miłego majowego weekendu.

Podsumowanie #3

Miałoby być politycznie i aktualnie. Nie wyszło. Z hukiem, szybkością i różnością rozpoczęłam bloga i cóż – stagnacja. Na usprawiedliwienie mam naukę, żałobę i naukę. Pisaniu nie sprzyja non stop włączony telewizor, przeglądanie gazet i portali informacyjnych. Pisaniu nie sprzyja kilka sprawdzianów, lektur i nerwy. Tak, trzeci tydzień kwietnia był okropny. Byłam niewyspana, zdenerwowana i zmęczona.

Dlatego mijający tydzień wydał tylko jeden tekst refleksyjny o sobotnim dramacie 40 milionów Polaków. A co w przyszłym? Już bez obwiniania szkoły i sytuacji w trzech częściach opis wydarzeń. Planuję by to był pełny opis dni po Sobocie. Mianowicie pierwsza część – obchody w Katyniu. Druga – sobota + reakcja świata i Polaków. Trzeci – pogrzeby, uroczystości. 3 częściowy „opis” (a niech już to tak trywialnie nazwę) będzie próbą zebrania i podsumowania tego co się wydarzyło. Przyznam szczerze, że już ja sama powoli mam mętlik w głowie… Nie obiecuję, że wszystko wydam na raz. Jako, że jeszcze się uczę priorytetem jest nauka, a dopiero później hobby – pisanie.

Przyszły tydzień mam nadzieję, że „życiowo” i „blogowo” zacznie się o wiele lepiej.

PS 4 wpis